ARTYSTA ROKU: Zeus

W piłce nożnej nagrodę dla MVP najczęściej dostaje ten, kto strzeli najwięcej bramek lub wykaże się kilkoma pięknymi zagraniami. Nie inaczej jest w rapie – wydajesz płytę roku i z miejsca masz zagwarantowany status najlepszego rapera. Tak jak zapomina się o tworzących kręgosłup drużyny walczakach ze środka pola, tak samo zapomina się o raperach, którzy wydali album mieszczący w dziesiątce roku, nagrali dobre gościnne zwrotki i luźne kawałki. My nie popełnimy tego błędu. Artystą roku zostaje Zeus – człowiek, który przez cały 2011 rok wykonywał świetną robotę.

Zaczęło się od blendtape’u “Tommy Guns Hits” wydanego z okazji Sylwestra 2010. Utwory z “Co nie ma sobie równych” i “Albumu Zeusa” w aranżacjach zahaczających o pop, muzykę elektroniczną i dyskotekowe hity odbiły się pozytywnym echem nie tylko w hip-hopowym środowisku, ale również poza nim. Nic dziwnego, wokale Zeusa brzmią dobrze nawet na podkładach takich jak “Like a G6″, “Trick Me”


Następnie czekając na płytę Zeusa, a także na “Operację: Sampling” Zbyla dostaliśmy od tych dwóch muzyków luźny numer “Nawet w szare dni”. Wypuszczony w styczniu utwór przez długi czas przeze mnie uważany za najlepszy numer 2011 roku. Relaksujący, ale też perfekcyjnie poskładany numer narobił chęci na trzecią solówkę łódzkiego rapera.

Zrelaksuj się, nawet w szare dni
Porzuć strach, polub świat, poczuj funk jak my!


Kolejne miesiące były dla fanów Zeusa powodem dla wielu stresów i wielu zaczynało obawiać się o poziom płyty zatytułowanej nie bez kozery “Zeus, jak mogłeś?”. Pierwsza burza rozpętała się, kiedy reprezentant Embryo udzielił videowywiadu tuż przed wypuszczeniem pierwszego singla. Posypało się “jak on wygląda”, “co za gejowska grzywka” itd. Pierwszy oficjalny kawałek z trzeciej solówki “Wińcie mnie” trochę uspokoił fanów, lecz lampka ostrzegawcza nie zgasła. Każdy pozytywnie wypowiadał się o flow, o tekście, ale już refren wywołał podzielone opinie, no i ta grzywka…

Drugim singlem promującym “Zeus, jak mogłeś?” było nagranie “Supełek z pętelką” i tutaj już posypało się po całości. Wielu słuchaczy przekreśliło album, dla wielu Zeus się skończył, wszyscy przecierali oczy i uszy ze zdumienia słysząc “emo rap”. W to, że płyta będzie dobra wierzyła już tylko garstka fanów.

Dyskusje ustąpiły, kiedy Zeus zaczął odkrywać karty. Najpierw W TYM FILMIE wyśmiał krytyków i hejterów, uświadamiając wszystkich, że jest zdystansowanym gościem. Okazało się, że jego wygląd to tylko prowokacja, a wszyscy, którzy skreślali Zeusa mieli prawo czuć się wkręceni. Wtedy też wyszedł następny singiel – “W każdą pogodę”. Tym razem znowu mogliśmy usłyszeć dobrego, starego Zeusa. Flow, refren, bit, tekst – wszystko było na miejscu, nie można było się czepiać i z góry krytykować. Wydawało się, że raper pozamykał już wszystkim japy. To jednak nie było ostateczne uderzenie. Na trzy dni przed wydaniem “Zeus, jak mogłeś?” do sieci trafił kolejny numer. “Wariat wśród świrów” był nokautującym ciosem i zwiastował świetny album.


“Zeus, jak mogłeś?” to istotnie świetna, różnorodna płyta, na której nawet najbardziej wybredni słuchacze znajdą coś dla siebie. Mamy wspominany “emo-rap”, mamy punkujące podkłady (“Jesteśmy źli”), mamy perfekcyjnie wykonany koncept-kawałek (“99942″), mamy świetny kontrast między cukierkowym bitem a mrocznym tekstem (“Lato w mieście Łódź”), mamy niezłe storytellingi (“Uchylone drzwi”).  Zeus-raper odnajduje się na każdym bicie, potrafi być spokojny, agresywny, potrafi wzbudzić zainteresowanie i trzymać do końca w napięciu. Zeus-producent wypada również świetnie, mimo tego, że “Zeus, jak mogłeś?” to pierwszy album, na którym Zeus nie jest jedynym producentem, tutaj pomagał mu Marek Dulewicz.

Zeus w 2011 roku udzielał się gościnnie na kilku dobrych płytach. Przede wszystkim wziął udział w najgłośniejszej tegorocznej produkcji  – “Kandydaci na szaleńców” Tego Typa Mesa. Dograł tam swoje wokale w kawałku “Mój świat”. Był to dość udany występ, Zeus bez problemu dorównał Mesowi, o ile nie go nie przewyższył. Równie dobre zwrotki Zeus rzucił w kawałku Miuosha “Zanik” oraz na “Zapracowanym obiboku 2″ Ciry w numerze “Kaseciaki, woski i CDki”. Cały numer oddał Zeusowi beatboxer Art of Beatbox. “Mam dość rapu” to jeden z lepszych numerów na “ARTcore” i gorąco go polecam.

Jednak najlepszym występem gościnnym Zeusa był kawałek “Hymn dzieci rewolucji”, który zapowiada producencki album duetu No Name Full of Fame. Zły, agresywny Zeus, jakiego wielu osobom brakowało, ostro ocenia, to, co dzieje się w polskim show-biznesie. Prawdziwy hymn, porywający kawałek, jak dla mnie jeden z najlepszych numerów w tym roku.


Za całą działalność w 2011 roku należy się Zeusowi ogromny szacunek. Trzeba docenić świetną płytę i doskonałe gościnne występy. Zeus zmusza nas do oczekiwania na kolejny album. Miejmy nadzieję, że ujrzy światło dzienne już w 2012 roku, a raperowi życzymy, żeby w nadchodzącym roku dalej utrzymywał tak wysoką formę.

 

A już we wtorek konkurs dotyczący twórczości Zeusa, w którym będziecie mogli zdobyć płytę “Zeus, jak mogłeś?”.

Dodane by Mateusz Osiak W Artykuły, Publicystyka

About Mateusz Osiak

Więcej moich artykułów : Kliknij tutaj Kontakt : josemat2206@gmail.com

Dodaj Komentarz